Menu

Ta człowiek

Sprawy, o których nie powinno się mówić, żeby nie drażnić rekina. Bo może odgryźć nogę. I pewnie odgryzie....

Motywacja

martapsipsi

Dziś na własnej skórze poczułam, czym różni się motywacja zewnętrzna od wewnętrznej.

Uwielbiam tłumaczyć. Kiedy pracowałam na dwa etaty, tłumaczyłam wikendami albo w pracy, jak się dało. Teraz na szczęście pracuję na jeden etat, a część mojej pracy to tłumaczenie.

Mam obecnie na głowie duży grant, z którym mocno się nie wyrabiam, więc parę razy mój kochany mąż Marian zabrał dziecko na wikend i pojechał do teściów, a ja sobie siedziałam w domu i .... tłumaczyłam Grzegorza z Nyssy. Jednego dnia nawet 12 godzin :) Tym razem pojechaliśmy razem do siostry Mariana z założeniem, że przez większość czasu będę pracować. Umęczona grantem postanowiłam spędzić parę dni na tłumaczeniu miłej i przyjemnej mowy Grzegorza do tomu jubileuszowego mojego promotora z klasycznej. Czyli: coś co robię całkowicie dobrowolnie.

Akcja była następująca: Marian z Tytusem oraz siostra Mariana z córką pojechali do teściów, ja zostałam tłumaczyć, a szwagier Mariana też został, bo miał wieszać lustro i cośtam cośtam. Przed rozpoczęciem roboty wlazłam se na fejsa. Na to szwagier Mariana (niby w żartach): Jak będziesz wchodzić na fejsa zamiast pracować to ci internet odłączę. Moje uczucia dryfowały między chęcią przyłożenia mu w ryj a pragnieniem wydarcia się, że to nie jego biznes i żeby się odpierdolił. Jako osoba konstruktywnie asertywna nic nie powiedziałam. Kiedy następnym razem po dwóch chyba godzinach zrobiłam sobie przerwę, a on mnie na tym nakrył, znowu usłyszałam kilka podobnych uwag. Wreszcie zrobił, co miał zrobić i poszedł do teściów. Pierwsza moja myśl była taka: no nareszcie obejrzę fejsa w spokoju, poczytam pudelka i obrobię farmę.

Potrzebowałam kilku minut, żeby sobie uświadomić, że to, co CHCĘ robić, to tłumaczenie Grzegorza.

© Ta człowiek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci