Menu

Ta człowiek

Sprawy, o których nie powinno się mówić, żeby nie drażnić rekina. Bo może odgryźć nogę. I pewnie odgryzie....

Dziwna historia

martapsipsi

Siedzę sobie w domu i piszę rewolucyjny artykuł, który może okazać się doktoratem, na temat użycia pewnego spójnika w pismach Grzegorza z Nyssy. No wiem, brzmi tragicznie. Ale – o dziwo – jest naprawdę super fajne :) Nie o tym jednak dzisiaj. Przy pisaniu tego artykułu/doktoratu muszę podawać super dokładne odnośniki do najnowszego wydania krytycznego dzieł Grzegorza. Wydanie to liczy sobie 10 tomów, z czego kilka wieloczęściowych, a ceny tomów/części wahają się od 115 do 320 euro za tom/część. W Polsce wydanie to (i to niekompletne) posiada jedna biblioteka – Biblioteka Patrystyczna – czynna 2 dni w tygodniu po 6 godzin. Od końca czerwca do końca września zamknięta na głucho. No i jeszcze dziewięć tomów posiada....m ja :) A było to tak.

Historia ta wydarzyła się kilkanaście lat temu, powiedzmy że 12, chociaż dokładnie nie pamiętam. Byłam wtedy w Polsce jedyną osobą zajmującą się Grzegorzem albo raczej jedyną, o której wiedziałam. Rzadko przyznawałam się do tego, że zajmuję się Grzegorzem z Nyssy, bo reakcja słuchacza zwykle była taka, że pytał, czy chodzi o Nysę Kłodzką, czy Łużycką. No i cierpliwie tłumaczyłam, że nie, nie; Nyssa w Kapadocji, 4 wiek, pisał do grecku. Właśnie te 12 czy ileś lat temu mieliśmy pierwsze od matury spotkanie członków klasy z liceum. Koleżanka upierdliwie mnie wypytywała, czym się zajmuję. Nie zadowoliła jej odpowiedź, a wiesz piszę doktorat z teologii ani inna bardziej szczegółowa, że patrologią (nie, to nie specjalizacja medycyny). No to w końcu mówię: Grzegorzem z Nyssy, takiej w Kapadocji, 4 wiek, pisał po grecku. Koleżanka na to radośnie: a wiesz, ja mam na strychu u rodziców kilka kartonów książek o Grzegorzu z Nyssy, jak chcesz, to je sobie weź. Acha. O Grzegorzu z Nyssy. No jasne.

No dobra, uwierzyłam, że jakieś książki mają, ale byłam pewna, że coś o Grzegorzu Wielkim, ewentualnie Grzegorzu z Nazjanzu, bo oni to jeszcze miewają jakichś swoich fanów w Polsce. Ale pokusa była zbyt wielka, pożyczyłam samochód od matki i pojechałam. Na miejscu zastałam z 5 kartonów książek, a w środku: wydanie krytyczne dzieł Grzegorza z NYSSY, trzy tomy Patrologia Graeca z pismami Grzegorza z NYSSY, karton książek o Grzegorzu z NYSSY po francusku i niemiecku, słownik grecko-polski Abramowiczówny (totalnie niedostawalny, wydany w nakładzie 5 tys. egzemplarzy w 1958 roku) i mnóstwo innych patrystycznych wydawnictw. Kiedy pozbierałam szczękę z podłogi dowiedziałam się takiej oto historii.

Był sobie dominikanin Jacek Bojarski, który szykował się do habilitacji z Grzegorza z NYSSY w latach 70-tych czy 80-tych. Nakupował książek, po czym wystąpił z zakonu. Jedyną osobą, która mu wtedy pomogła stanąć na nogi, był ojciec mojej koleżanki z liceum. Chyba nawet przez jakiś czas Bojarski u nich mieszkał. W końcu zdecydował się na wyjazd do Stanów, gdzie po niedługim czasie umarł. Książki leżały w Polsce na strychu rodziny Pańków 20 lat, dopóki Iza nie zaczęła mnie wypytywać, czym się zajmuję.

Już nie raz i nie dwa myślałam z wielkim zdumieniem i wdzięcznością o tej historii. Teraz, przy okazji tego artykuło-doktoratu przypomniała mi się po raz kolejny. Dziękuję wam jeszcze raz, Izo Pańków-Mai, Julianie Pańków, Jacku Bojarski.

DSC046102

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [trapista] 46.166.190.*

    Toż to szok! Normalnie w związku z tem Najwyższy jakieś plany ewidentnie ma.

© Ta człowiek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci